niedziela, 8 stycznia 2012

ROK WIARY I NOWEJ EWANGELIZACJI

ROK WIARY I NOWEJ EWANGELIZACJI

Choć sam w tradiświatku obracam się od mniej więcej piętnastu lat, to są niewątpliwie tacy, którzy podjęli temat wcześniej i wykonali w tym zakresie ogrom pionierskiej pracy i chwała im za to. Powrót starej liturgii w ramach niedzielnych a nawet codziennych celebr nie był procesem łatwym. Dziś, kiedy Ojciec Święty Benedykt XVI zwraca uwagę na skarb Kościoła, jaki kryje się w tej liturgii, pragnie wyakcentować zawarty w niej ewangelizacyjny potencjał, który warto by przeszczepić na obszar Kościoła powszechnego. Stara liturgia nie jest bowiem własnością jakichś wąskich grup wiernych ani zgromadzeń, ale przynależy do Kościoła jako całości. Można odnieść wrażenie, iż niektóre zachowania przypominają ewangelicznego gnuśnego sługę, który, otrzymawszy skarb ukrył go, żeby tylko przypadkiem nikt go nie tknął, skapując z jego zawartości jedynie po kawałku tym, którzy okazali się mierni, ale wierni. Nie wszyscy wiedzą, ale widmo „indultu generalnego” rozsiało trwogę (sic!) przed utratą monopolu i usprawiedliwienia własnej egzystencji. Trudno wyobrazić sobie, iż tego mógłby życzyć sobie Papież Benedykt XVI. Nie chodzi tutaj też o całkowity powrót starej liturgii (to nie jest chyba na dzień dzisiejszy osiągalne), ale przy wskazaniu na zawarte w niej istotne elementy chrześcijańskiego kultu, odrestaurować obraz liturgii współczesnego Kościoła, aby była celebrą Boga a nie człowieka. Z licznych pism Benedykta XVI oraz zmian, wprowadzanych przez niego w liturgii papieskiej, jasno widać, iż dąży on do wskazania, iż punkt odniesienia liturgicznej akcji leży poza nią samą. Liturgia nie jest auto-celebracją wspólnoty, chociaż wspólne jej przeżywanie stanowi istotny element religijnego doświadczenia. Jest ona raczej przepojoną symboliką rzeczywistością, która, dzięki bogatej warstwie zakodowanych sensów i ustabilizowanej strukturze, ma wprowadzić w przedsionek przyszłej chwały. Ten eschatologiczny wymiar liturgii również wyraźnie przeziera w treści publikacji Benedykta XVI. Nie brak też miejsca na wyakcentowanie piękna i estetyki liturgii w jej zewnętrznym wyrazie, sumującym się w czymś, co zasługuje na miano terminu integralność przestrzeni sakralnej. Już starożytni Grecy wyczuwali bliskość absolutu w rzeczywistościach, które przejawiały wysoki stopień zunifikowania. Dysponując więc tak wielkim skarbem, jaki w naszych rękach złożono – lub inaczej – po jaki świadomie sięgnęliśmy, musimy sobie postawić pytanie, co tak naprawdę pragniemy z nim uczynić. Czy stać nas w dobie upadku wiary na czcze „odurzanie się” pięknem liturgii, czy też powinniśmy za wszelką cenę dążyć, by to doświadczenie piękna stawało się zaczątkiem prawdziwego nawrócenia? Czy od kiedy chadzam na stary ryt, stałem się lepszy? Czy pogłębiła się moja modlitwa? Czy pragnę, aby z tego skarbca korzystali również inni, czy chowam go dla siebie w strachu przed intruzami, którzy może przyjdą i powiedzą, że ma być inaczej? Pytań tego typu można by mnożyć wiele, kresem ich wszystkich jest jednak wzbudzenie świadomości ewangelizacyjnej, by ogłoszony przez Benedykta XVI Rok Wiary prawdziwie stał się naszym udziałem.

1 komentarz:

  1. "Nie wszyscy wiedzą, ale widmo „indultu generalnego” rozsiało trwogę (sic!) przed utratą monopolu i usprawiedliwienia własnej egzystencji."

    To ciekawe, bo mam wrażenie, że to często biskupom ordynariuszom zależy na takim monopolu. Biskupi wolą, aby w diecezji był jeden monopolista na stary ryt aniżeli miałoby się to rozprzestrzeniać. Sami tradsi to raczej w większości marzyciele, którzy nadal wierzą, że możliwa jest Msza trydencka "w każdej parafii".

    "Czy od kiedy chadzam na stary ryt, stałem się lepszy? Czy pogłębiła się moja modlitwa?"

    To bardzo dobre pytania. Ja mogę odpowiedzieć twierdząco. Jeśli większość tak odpowiada to jest to cenny argument za starą Mszą.

    OdpowiedzUsuń